Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sewing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sewing. Pokaż wszystkie posty
Tym razem na warsztat poszła dresówka. Zrobiła ona zawrotną karierę i od dobrych paru lat szyją z niej prawie wszyscy. Z tego co przeczytałam tu i ówdzie wynika, że właściwie szycie z dresówki jest już dawno niemodne i w złym guście, ale ja niestety najwidoczniej nie nadążam za modą, więc kto by się tym przejmował ;) Gdy inni kończą, ja dopiero zaczynam, ale tymczasem bluza dla Młodej na jesień będzie w sam raz, a ja przy okazji przekonałam się, że jednak można coś tam z dzianiny uszyć bez overlocka... Ale to wcale nie znaczy, że nie pragnę go posiadać :D


Bluza jest rozpinana, z kieszeniami i kapturem ściąganym na troczek, w rozmiarze około 80-86. Zaopatrzyłam się w dwa rodzaje dzianiny - grubą, szarą dresówkę jako materiał główny (drapaną 300g/m2) i cieńszą, brzoskwiniową (pętelkową). Do tego ściągacz, zamek i sznurek. Wykrój zrobiłam sama na podstawie bluzy, która jest już za mała na moją córkę, trochę przerobiłam i powiększyłam go "na oko".


Kaptur podszyłam drugą warstwą dzianiny, żeby lepiej chronił od wiatru. Dziurki, przez które przeciągnięty jest sznurek, są wykończone zwykłym ściegiem do obszywania dziurek na guziki. Najwięcej zabawy było z ustaleniem kolejności szycia. Zwykle, gdy szyje coś pierwszy raz, najpierw obmyślam i zapisuję sobie kolejność zszywania kolejnych części w punktach i później zerkam, żeby za bardzo nie poniosła mnie fantazja i żebym nie musiała pruć. A prucie takiej grubej dzianiny jest naprawdę paskudne...


Używałam zwykłej igły (grubość 90) i zwykłej uniwersalnej nici nieelastycznej, a także zwykłego ściegu prostego, czyli wszystko zrobiłam źle ;) Ale szyło się super, a bluza jest elastyczna gdzie trzeba, więc moja ignorancja w kwestii podstaw krawiectwa jakoś tym razem nie odbiła mi się czkawką ;) 


Szwy wykończyłam ściegiem owerlokowym i wygląda to nawet całkiem nieźle (zdecydowanie lepiej niż zygzakiem, choć teoretycznie zygzak też daje radę i jest znacznie szybszy, bo przy owerlokowym w mojej powolnej maszynie można usnąć, a końca nie widać...).


I jedna wskazówko - obserwacja na koniec: jeśli szyjesz bluzę rozpinaną, zwróć uwagę, czy zamek błyskawiczny jest zamkiem ROZDZIELCZYM - jeżeli nie, to pozamiatane. Ja na szczęście kupiłam w sklepie, gdzie takim ignorantom, jak ja, sprzedają tylko rozdzielcze, ale gdy szyjąc wyobraziłam sobie, że wszyłabym nierozdzielczy, to aż mi ciarki przeszły po plecach. Brrr...


Dzisiaj prezentuję Wam okrągłą, pstrokatą, i co tu dużo mówić - dość kontrowersyjną poduchę, która pełni rolę siedziska mojego nowego, choć bardzo starego krzesła;) Ale do krzesła jeszcze wrócę:) Zgłaszam poduchę na konkurs Hello Sunshine, bo idealnie wpisuje się w letnie, kolorowo - kwieciste klimaty.



Wszystko zaczęło się od pięknego zestawu tkanin Dashwood Studio z kolekcji Suffolk Garden, ale zawiesiłam oko szczególnie na tej w małe, kolorowe kwiaty na brązowym tle. Przez chwilę miałam plan uszyć mojej Młodej folkową sukienkę, ale z oszczędności (czytaj skąpstwa;P) doszłam do wniosku, że to bez sensu, bo nacieszę oko raz, może dwa, zanim Młoda wyrośnie z sukienki, a potem będę musiała co chwilę zaglądać do szafy, żeby napawać się widokiem;) Wybór padł na poduchę - nie bójmy się tego słowa - pod tyłek po prostu:P 



Oczywiście do tulipanów dobrałam kilka solidów Kaufmanna, obmyśliłam wzór i dokonałam pewnych obliczeń w celu minimalizacji strat tkaniny i optymalizacji pracy ( sinusy, cosinusy i inne Pitagorasy poszły w ruch, a nawet jakiś Tales się pojawił...;).



Samo szycie było już właściwie najprostszą czynnością. Żeby nie popsuć efektu i tak, delikatnie mówiąc, bogatego wzoru, przepikowałam wszystko powtarzając wzór ośmioramiennej gwiazdy.




Poducha ma około 52 cm średnicy. Wypełnienie uszyłam sama i przepikowałam w kilku miejscach, żeby poduszka nie była zbyt wysoka. Po kilku dniach siedzenia zrobił się z niej już właściwej grubości naleśnik:)






Nie mogę oczywiście nie nawiązać do krzesła, bo gdyby nie ono, to poducha nigdy by nie powstała. Jest to pieczołowicie odrestaurowany przez mojego Tatę oryginalny Thonet z fabryki w Radomsku. Uwielbiam go:) Tzn. przede wszystkim Tatę, ale Thoneta też:D

Jak już wspomniałam w poprzednim poście, po serii dziewczęcych sukienek przyszedł czas na kolejną patchworkową poduszkę. Wybór padł na szaro-różowy chevron, który chodził mi po głowie już od dawna. Poduszka powstała bez specjalnego przeznaczenia, po prostu musiałam dać upust twórczej wenie:)



Do uszycia frontu poduchy wykorzystałam solidy Kaufmanna w dwóch odcieniach różu i dwóch odcieniach szarości.


Zdecydowałam się na pikowanie przy szwie, aby dodać zygzakowi jeszcze jeden wymiar. Do tego ciemnoszara lamówka...

... i tył z pięknej ornamentowej tkaniny Riley Blake w kolorze koralowym. W kolorze teal nieźle sprawdziła się tutaj.



Chevron niestety bardzo wciąga. Zdążyłam już w międzyczasie stworzyć wariację na jego temat i niedługo Wam pokażę. Rzecz jasna nie szyje się go z pojedynczych malutkich, jednokolorowych równoległoboków, a z pasków pozszywanych w dwa duże równoległoboki będące swoim lustrzanym odbiciem. Następnie rozcina się te równoległoboki pod kątem 45st na paski, które zszywa się ponownie (jak na poniższym obrazku). Czyli jak to zawsze w patchworku bywa: potnij, zszyj, potnij, zszyj itd. Przecież to szaleństwo! :P




Wspominałam Wam już o zamiarach uszycia odświętnej sukienki dla mojej córeczki (tutaj) i po całkiem zadowalającym prototypie przyszedł czas na tzw. kreację właściwą. Zamiast jednej uszyłam dwie, bo wiadomo, że z dziećmi nic nie wiadomo;) Jedna na część oficjalną imprezy, tzn. ślub, a druga balowa, czyli do tańca:) Obie powstały z polskiej bawełny pościelowej, bo stwierdziłam, że nie ma co inwestować w sukienkę na jedno wesele, skoro Młoda i tak zaraz z niej wyrośnie. Sukienki w rozmiarze około 74-80, czyli na moje ośmiomiesięczne dziecię.


Pierwsza granatowo-biało-czerwona w kropki. Sukienka jest zakładana "przez nogi", tzn. wystarczyły dwa guziki na ramionach jako zapięcie. W kwestii podstawowej konstrukcji sukienki posiłkowałam się świetnym wideo-tutorialem. W przypływie geniuszu uszyłam żabot i oblekłam guziczki:D Do tego uszyłam kokardę do włosów, która jest zamocowana na zwykłej spince.

Przód i tył sukienki:

Zbliżenie na detale:



 Druga sukienka jest biało-szara w drobny wzór szachownicy. Wzniosłam się tu na wyżyny mojego krawiectwa ubraniowego: pierwszy raz uszyłam kołnierzyk typu bebe, do tego rękawki z bufkami i falbanką, kontrafałdy i delikatna batystowa podszewka, a także zapięcie na zamek kryty. No i oczywiście kokarda do dopełnienia outfitu, a jakże:)

Przód i tył sukienki:

Zbliżenie na detale (na ostatnim zdjęciu lewa strona sukienki):


To teraz czas na jakiś patchwork, bo już mnie dopadły nowe pomysły:) Już zacieram ręce, ostrzę nóż krążkowy i rozgrzewam maszynę...:D


Nadrabiam zaległości i śpieszę pokazać Wam, co uszyłam już prawie miesiąc temu, mianowicie zestaw trzech małych pojemniczków na drobiazgi, np. biżuterię, w cudownych odcieniach wrzosu i lawendy. Do tego zewnętrzna tkanina w stemple pocztowe kojarząca się z podróżami i mamy klimat iście prowansalski:)




Uszyłam je według tutorialu "Sewing in a Straight Line by Brett Bara – How to Sew a Round Bowl with Straight Lines Only", więc nie będę opisywać szczegółów wykonania. Dodam tylko, że autorka wzoru zachęciła mnie optymistycznym "zajmie Ci to kilka minut", ale najwidoczniej to nie był mój dzień, bo wszystko co mogło, poszło nie tak i męczyłam się chyba ze trzy godziny:/ Ale tak to już jest, że najprostsze projekty są najbardziej podstępne;) Dużo czasu zajmowała wymiana kolorowych nici (inna nić górna i dolna, inna dla każdego pojemniczka). Gdyby ktoś miał ochotę się zmierzyć z tym projektem, to dla zaoszczędzenia czasu polecam uszyć wszystkie pojemniczki z tej samej tkaniny wewnątrz i na zewnątrz, choć efekt już zapewne nie będzie tak ciekawy.


Komplet powstał jako prezent na nowe mieszkanie i jakimś cudem udało mi się bezbłędnie wstrzelić w kolor sypialni, hehe:)




Technikalia dla szyciomaniaków: największy z pojemników ma średnicę około 17cm. Środek usztywniłam resztką grubej tkaniny ozdobnej z Ikei. Bawełna w odcieniach fioletu to Solidy Kaufmanna zakupione w Craft Fabric, natomiast tkaninę w stemple można kupić tutaj. Polecam wszystkim uzależnionym od szycia:)
Dziś krótko i konkretnie: mata do zabawy dla Młodej gotowa! Kto nie jest na bieżąco, może zajrzeć tutaj.


Leżakowała sobie spokojnie w czeluściach szafy, czekając, aż przyjdzie paczka ze stopką z górnym transportem. Następnie leżakować musiała stopka - w końcu do wszystkiego trzeba dojrzeć;) No a gdy wreszcie wypróbowałam nową stopkę, to już nie mogłam przestać i teraz szyję nią wszystko, co się da:D Jest rewelacyjna!



Matę przepikowałam w kratkę, aby bardziej uwidocznić podział na kwadraty. Teraz mogę się przyznać, że pierwsza była lamówka - zakochałam się od pierwszego wejrzenia, i już wiedziałam, że mata będzie w gamie niebiesko - zielonej. Wszystko co działo się później, było już tylko konsekwencją tego zauroczenia:)



Zdecydowałam też, za radą mojego Męża, aby spód uzupełnić o dodatkową warstwę tkaniny. Nie mam pojęcia co to, kiedy i gdzie zostało kupione, ale wygrzebałam to w szafie mojej Mamy i wiedziałam, że kiedyś w końcu się przyda. Na moje oko to bawełniane płótno, dość luźno tkane, stylizowane na tkaninę lnianą. Wybrałam ją, bo jest dość chropowata, a chodziło przecież o to, aby jak najmniej ślizgała się po podłodze.


Mata gotowa:) Teraz przechodzi do fazy testów, gdzie dokładnie sprawdzi ją pełzający niemowlak. Spodziewamy się ślinienia, szarpania i wydrapywania pracowicie naszytych przez matkę kwadratów. Niech sobie matka nie myśli, że dopuszczalne jest jakiekolwiek partactwo! :D

Ostatnio spod mojej igły wychodzą głównie poduszki (mam nadzieję, że już niedługo przerwę tę poduszkową spiralę...;) Te, które chcę Wam dziś pokazać, powstały z myślą o trzydziestych urodzinach naszej przyjaciółki. Poprosiła tylko, aby były w kolorze bordo i pasowały do białej sofy. Tak oto powstały dwie, dość duże, bo o wymiarach blisko 50 cm x 70 cm, patchworkowe poduchy.




Najpierw powstał projekt. Chciałam wykorzystać klasyczne patchworkowe bloki - tym razem wybór padł na wariację na temat nine - patch'a czyli window pane oraz bloku log cabin. Pierwszy wzór to nine - patch pocięty na cztery równe części zszyte ze sobą ponownie w różnych konfiguracjach. Drugi powstaje z dwóch rodzajów bloków log cabin (w odwróconych kolorach) i pozszywanych na przemian. Spostrzegawczy czytelnik zauważy, że projekt zakładał po osiem bloków na każdą poduszkę. Proporcje i wielkość rzeczywistych poduszek wymusiły przycięcie projektu do sześciu bloków.





Dość niefortunnie (?!) złożyło się, że wzory te w wybranych przez jubilatkę kolorach wyglądają odpowiednio jak flaga Danii i szachownica lotnicza, ale A. zapałała do tego projektu taką miłością, że nie sposób było ją od niego odwieść. No cóż - chciała to ma! :D

Skoro patchwork z głowy, to przechodzimy do pikowania. Oj, pikowałam, i pikowałam, i trwało to całe wieki, a może nawet dwa tygodnie... A to duże było, i gęsto pikowane, i na dodatek sztuk dwie...

W pierwszej poduszce bordowe okienka przepikowałam w kratkę pod kątem  45st, a potem z wolnej ręki białe obramowania przepikowałam w takie tam esy - floresy.



Drugą pikowałam w całości z wolnej ręki. Wszystkie elementy bordowe pokryte są wzorami. Chciałam, aby białe elementy optycznie "wystawały" więc przepikowałam tylko przy szwie. Efekt odczuwalny jest zwłaszcza w dotyku:)



Z bliska wygląda to tak:



Tył poduszek to osobna, długa historia. A. bardzo spodobała się tkanina z mojego wcześniejszego projektu, mianowicie te kwiatowe, barokowe wzory. Odradzałam jej uparcie, bo nie lubię się powtarzać:) Namówiłam ją na inną tkaninę, kupiłam i stwierdziłam, że jednak zupełnie nie pasuje, bo w rzeczywistości kolory wyglądają nieco inaczej niż na zdjęciu. No cóż, może to i lepiej, bo ostatecznie wróciłam do pierwotnego pomysłu z barokowym wzorem i to był chyba strzał w dziesiątkę:) No i A. będzie sobie teraz wzdychać z uwielbieniem i do frontu, i do tyłu poduszek:D



Cieszę się bardzo, że A. jest zadowolona, poduszki się spodobały i zamieszkały w swoim nowym domu na nowej sofie, ale jeszcze bardziej się cieszę, że szczęśliwie dobrnęłam do końca. Ufff! :D




W dzisiejszym poście chcę Wam zaprezentować kolejną odsłonę poduszek. Tym razem zestaw w gamie szarości, który powstał na specjalne zamówienie - mam nadzieję, że będzie się podobał:)

Today I will show you another set of cushions. They were made for my friend, who asked me for cushions in shades of grey. I hope she will not be disapointedJ


Do ich uszycia wykorzystałam kilka gładkich i wzorzystych tkanin czarno - biało - szarych, które moim zdaniem, świetnie się komponują. Patchwork uszyty jest z trójkątów prostokątnych równoramiennych.

I’ve chosen some plain and patterned cotton fabrics in black, white and grey. I think they look quite good together. Patchwork is made of half square triangles.


Poszewki przepikowałam w kratkę.

They are quilted in checkered pattern.


Na lamówkę wykorzystałam tkaninę w szare kropki.

Binding is made of grey dots fabric.


Tył poszewek uszyłam z tkaniny w roślinny wzór w dwóch dopełniających się wersjach, aby przełamać geometryczny charakter patchworkowego wierzchu. Poszewki zapinane są na zamek błyskawiczny i mają wymiary 45cm x 45cm.

At the back there is a fabric with some floral pattern in two versions: grey with white flowers and opposite. I’ve chosen those fabrics to change their character a little bit, that they wouldn’t be so geometrical. They are 45cm x 45cm and have a zipper closure.


Tak bardzo polubiłam te poduszki, że aż żal będzie się rozstawać;)

I like them very much, so it is going to be hard to give them away;)